„Dlaczego mężczyźni tak niewiele czują?”, czyli typowy kobiecy dylemat
Mężczyźni bardzo często słyszą ze strony kobiet zarzut, że są nie uczuciowi, a jeśli w ogóle już coś czują, to i tak nie przyznają się do tego co czują. Najczęściej jest też tak, że w parze obok tego zarzutu, jakby w odpowiedzi na niego, mężczyźni stawiają kobietom zarzut innej natury, mianowicie skarżą się oni na kobiety, że to one są z kolei za bardzo uczuciowe, że domagają się zbyt wielu rozmów na ten temat, zbyt wiele uwagi chcą poświęcać względem tego co obie strony w związku czują, zbyt wiele poświęcenia uczuciowego i adoracji oczekują, itd. Oczywiście, nie znaczy to, że na naszym globie w ogóle nie trafiają się mężczyźni, którzy bardzo chętnie rozmawialiby głównie o swych uczuciach, ale tacy mężczyźni są raczej marginesem w relacji do większej całości. Są oni traktowani często też jako „nie-męscy”, „zniewieściali”, itp. Jest bowiem tak, że wobec mężczyzn z reguły wymaga się bycia silnym, bycia oparciem, a mężczyzna który zbyt mocno (lub w ogóle) okazuje swe uczucia jest w oczach mentalności społecznej traktowany jako słaby, załamujący się, „rozklejający” się, zachowujący się „jak dziecko”, itp. Nic dziwnego więc, że w naszej populacji dominuje jednak stereotyp mężczyzny jako osobnika nie zdolnego do ukazywania swych uczuć. Nic więc dziwnego, że nawet jeśli już mężczyzna okazuje swe uczucia to jest to z reguły traktowane przez otoczenie jako słabość, lub nawet on sam będzie z czasem traktował to jako swoją słabość. W tym kontekście przestaje być zatem dziwne, że klasyczny przypadek mężczyzny to mężczyzna raczej niechętny do ujawniania swych uczuć, czy w ogóle niechętny do dyskusji na ten temat wraz ze swoją partnerką, a jeśli już on to robi, to często nie bez wysiłków tej ostatniej, która często nieźle się musi napocić aby go do tego typu rozmów nakłonić (szczególnie po dłuższym okresie związku). Przypadki te nie powinny być sprowadzane do pojedynczych incydentów w skali znanego nam otoczenia, bowiem w rzeczywistości przybierają one rangę zjawiska globalnego w zakresie swego zasięgu. Psychologowie, antropologowie, jak i wielu innych badaczy z całego świata, jacy zajmują się tajemnicami ludzkiej psychiki i stosunkami matrymonialnymi, zgodni są jednak co do tego, że takie zachowania mężczyzn nie są jedynie zbiorem sporadycznych sytuacji, ale są one raczej regułą mającą swe korzenie głębiej niż powyżej nakreślone społeczne i kulturowe oczekiwania, jakie są często błędnie utożsamiane z przyczynami takich zachowań mężczyzn. Być może poprzednie zdania są banalnym truizmem, i takim truizmem byłoby też ich uzasadnianie, ale nie mogę mimo to się oprzeć i nie zacytować w tym miejscu książki jednego z badaczy, który ubiera tę myśl w takie oto słowa:
„Mężczyźni ukrywają swoje uczucia i oznaki zaangażowania” (str. 149).
Ten sam autor w innym miejscu tej samej książki rozwija swoją myśl dalej, dodając też interesujące konkluzje:
„Typowym wyrazem konfliktu o stopień zaangażowania jest irytacja kobiet z powodu braku otwartego wyrażania uczuć przez mężczyzn. Pretensje o zahamowania uczuciowe to jedna z najczęściej zgłaszanych przez kobiet skarg pod adresem mężczyzn” (David Buss, Ewolucja pożądania, Gdańsk 2000, str. 177, pogrubienie moje).
Ten sam autor pisze dalej (tamże, strona jak wyżej), że wśród nowo poślubionych małżeństw, na ignorowanie kwestii zagadnienia doniosłej roli uczuć w związkach skarży się już aż ok. 50 % kobiet, podczas gdy w tym samym czasie tylko połowa mężczyzn ma o to samo pretensję do swych partnerek. Właściwie to problem ten pojawia się już przed samym zawarciem związku małżeńskiego, skoro wedle danych przedstawianych przez powyższego autora w powyższej pracy, w okresie przedmałżeńskim już 25% kobiet zgłasza regularne pretensję wobec mężczyzn za nieokazywanie uczuć. W miarę upływu czasu jest już niestety tylko gorzej. Wedle wciąż powyższych danych, po okresie zaledwie czterech lat małżeństwa znacznie przybywa liczba kobiet skarżących się na to iż ich małżonkowie nie są zainteresowani wyrażaniem wobec nich swoich uczuć. Po okresie tylko czterech lat małżeństwa liczba skarżących się na to kobiet wynosi bowiem aż 60 %. Odsetek mężczyzn skarżących się w tym samym okresie na to samo wzrasta jedynie nieznacznie, podczas gdy liczba kobiet się na to skarżących – jak widzieliśmy – wzrasta znacznie. Problem ten staje się więc doniosły i istotny nie tylko dla samych kobiet, które dotyka zarówno w dużej skali jak i w szczególnie bolesny sposób, ale z racji dużego nasilenia się tego zjawiska problem ten jest istotny również dla badacza zagadnień matrymonialnych i dlatego też należy się nim szczegółowo zająć, co czyni się powszechnie w literaturze psychologicznej, i czego również ja spróbuję dokonać właśnie w niniejszym tekście. Postaram się na ten problem odpowiedzieć w świetle współczesnych dokonań oraz wyjaśnień psychologii osobowości i psychologii ewolucyjnej, a także dziedzin im pokrewnych takich jak genetyka, biologia, itd. Wierzę, że takie naświetlenie zagadnienia choćby jedynie w nieznacznym wymiarze przyczyni się do porozumienia płci oraz ułatwi wzajemne zrozumienie się kobiet i mężczyzn pod względem ich natury. Potrzebujemy przecież takiego zrozumienia jak najbardziej niezbędnego do budowania udanych związków (których budowanie jest największą potrzebą każdej zdrowej psychiki).
Biologiczno adaptacyjne uwarunkowania takich zachowań
Ukrywanie przez mężczyzn uczuć, czy w ogóle o wiele mniejsze niż w przypadku kobiet okazywanie uczuć w związku, nie jest jedynie paskudnym kaprysem męskiego rodu, który powiedzmy aby zrobić na złość kobietom, zmówił się jedynie aby po raz kolejny je pognębić. Nie negując tu winy mężczyzn i przykrego faktu, że takie zachowania mężczyzn wobec kobiet istotnie wprawiają same kobiety w przygnębienie, faktem jest też to, że takie zachowania mężczyzn mają absolutnie poza świadome motywy. Innymi słowy nie robią oni tego celowo ani świadomie, i nawet jeśli takie ich zachowanie jest przez ich własną psychikę rejestrowane co do faktu swego występowania, to prawdopodobnie nie jest jednak prawie nigdy uświadamiane w zakresie swych motywów. Motywy te tkwią bowiem w ich w naturze w sposób już dziś ukryty nawet dla nich samych, będąc ukształtowanym przez biologiczną przeszłość naszego gatunku, jaki rozwijał się wedle praw adaptacyjnych. Oczywiście, takie wyjaśnienie nie sprawi, że w jednej chwili, niczym za dotknięciem czarodziejskiej różdżki prestidigitatora zniknie cała frustracja kobiet spowodowana ukrywaniem przez mężczyzn uczuć. Autor niniejszego opracowania nie ma co do tego wątpliwości. Jednakże fakt, że motywy te są poza świadome (celowo nie używam tu jungowsko freudowskiej kategorii podziału) sprawia, że kobiety mogą spojrzeć na czyniących tak mężczyzn z większą wyrozumiałością i zarazem wyjść z potrzebą dialogu i porozumienia w zakresie rozważań nad tym problemem (no tak, skoro mężczyźni nie robią tego specjalnie, należy przestać się obwiniać i spróbować rozwiązać problem inaczej niż przez do niczego nie prowadzące oskarżenia wyimaginowanych winowajców). Jak wspomniałem, motywy takiego zachowania mężczyzn nie są najczęściej świadome. Badania antropologów, psychologów, biologów i uczonych dziedzin pokrewnych, „przekopujących” zagadkowe pokłady głębi ludzkiej psychiki pozwalają jednak odgadnąć skąd takie motywy się biorą. Omówię je właśnie tym tekście bardziej szczegółowo. Trzeba jednak nadmienić, że sytuacja choć jest do wyjaśnienia, to nie jest wcale aż taka prosta i komplikuje się tu z racji nie tylko uwarunkowań adaptacyjnych kształtujących naturę samego mężczyzny, ale przede wszystkim z powodu odmiennych potrzeb psychologicznych obojga płci. Mówiąc najprościej jak się da, nie dość, że mężczyzna nawet gdy coś czuje to nie lubi tego okazywać, to na dodatek, jego psychika jest w inny sposób zainteresowana zagadnieniem świata uczuć, niż ma to miejsce w przypadku kobiety. Upraszczając dodatkowo sprawę można by rzec, że główny problemat zasadza się na tym, iż psychika kobiety jest bardziej zorientowana na kwestie uczuć niż psychika męska. Jak mówię jest to uproszczenie, bo wedle wielu badaczy ludzkiej psychiki mężczyźni są również bardzo uczuciowi i ich zapotrzebowanie na uczucia jest ogromne. Z drugiej strony, co paradoksalne, nie sposób nie dokonać obserwacji, że w życiu mężczyzn sprawa uczuć do kobiet zajmuje mniej istotne miejsce niż w życiu kobiet sprawa uczuć względem mężczyzn. Cały ten łańcuch paradoksów jest interesujący i postaram się nad nim zastanowić dokładnie później. Na razie jedynie tę kwestie sygnalizuję. Przejdźmy jednak do istoty rozważań.
Problem niedostatecznego okazywania przez mężczyznę kobiecie uczuć jest co najmniej dwojakiej natury. Mężczyźni ukrywają uczucia, a nawet gdyby nie ukrywali, to i tak w dziedzinie uczuć kobiety są – powiedzmy – „większymi specjalistkami” niż mężczyźni i niewątpliwie z reguły bardziej chcą być owładnięte przez uczucia niż mężczyźni. Rozbijmy nasz problemat na dwa człony, w postaci kilku mniejszych paragrafów. Zaczynając od końca, zastanówmy się dlaczego kobiety są lepszymi specjalistkami w dziedzinie uczuć, dlaczego bardziej są na nie podatne, a nawet cały otaczający je świat interpretują za pomocą języka emocji. Aby odnaleźć klucz do tej kwestii, należy więc wpierw wyodrębnić główne cechy kobiecej psychiki.
Kobiecy umysł
Anne Moir i David Jessel w swej rewolucyjnej i głośnej książce pt. Płeć mózgu (PIW 1993) dokonali najbardziej chyba dogłębnego na świecie wyodrębnienia męskich i żeńskich cech psychiki. Na łamach niniejszego opracowania nie sposób oczywiście dokonać szczegółowego zreferowania wnikliwych badań klasyfikacyjnych tych autorów. Zainteresowanych tym odsyłam do tej książki, sam natomiast ograniczę się jedynie do zreferowania wyników ustaleń wspomnianych przed chwilą autorów, jacy wyodrębniają kobiece i męskie cechy umysłu. Poza całym zestawem, autorzy ci za najgłówniejszą, wręcz kardynalną cechę kobiecej psychiki (cechę napędzającą wszystkie inne cechy) uznali – zaznaczmy to kursywą - zorientowanie się na świat uczuć i stosunków międzyludzkich (por. tamże, np. str. 156, 179, 184, itd.). Fakt ten stał się już wśród współczesnych antropologów najprawdopodobniej czymś w rodzaju obiegowej prawdy, skoro często spotykamy ten wniosek we współczesnej literaturze psychologicznej. Profesor psychologii Bogdan Wojciszke pisze na przykład, że kobiecość to głównie „orientacja na kontakty międzyludzkie, na przeżywanie i podtrzymywanie uczuć, oraz takie cechy kobiece jak serdeczność, opiekuńczość, zależność od innych i zainteresowanie nimi” (Psychologia miłości, Gdańsk 2001, str. 184). Potwierdzeniem faktu, że kobiety są rzeczywiście o wiele bardziej niż mężczyźni zorientowane na świat uczuć i relacji międzyludzkich jest choćby pewne badanie jakie wykazało, że „młode kobiety spędzają znacznie więcej czasu niż mężczyźni, debatując między sobą nad prawdziwymi uczuciami, zamiarami i motywami działań płci przeciwnej” (D. Buss, jak wyżej, str. 178). Możemy więc – choć w dużym uproszczeniu (bowiem płeć biologiczna nie zawsze pokrywa się z płcią mózgu – por. choćby Wojciszke, jak wyżej, str. 184 n.) stwierdzić, że główna cecha kobiecej psychiki to nastawienie na uczuciowość i zorientowanie się na kwestie stosunków międzyludzkich. Warto też tu napomknąć, że kobieca cecha zorientowania się na uczucia nie jest efektem zabiegów kulturowych. Ktoś mógłby bowiem oponować, że uczuciowość kobiet i nadmierne zorientowanie się na kwestię stosunków międzyludzkich jest produktem ich wychowania z okresu dzieciństwa. Powiedzmy, że matki uczą swe małe córeczki bawić się lalkami, stąd jakby bierze się w późniejszych kobietach skłonność do nadmiernej cechy uczuciowości. Takiemu socjologicznemu spojrzeniu przeczy jednak pewne rozbudowane badanie jakie opublikowała Dianne McGuinnes w roku 1976. Wynika z niego, że już zaraz po urodzeniu małe dziewczynki regularnie wykazują o wiele większe zainteresowanie ludźmi i ich twarzami niż chłopcy. Dokładniej mówiąc, badanie wykazało, że owo zainteresowanie jest dwa razy większe niż u chłopców. Także gdy dorosły mówi zainteresowanie dziewczynek dorosłym jest dwa razy większe niż u chłopców. Badanie tej samej uczonej wykazało, że w wieku zaledwie czterech miesięcy mała dziewczynka potrafi już odróżnić zdjęcie znajomych osób od nieznajomych, podczas gdy będący w tym samym wieku chłopcy tego nie potrafią. W innym eksperymencie nakazano dzieciom patrzeć przez urządzenie przypominające lornetkę. W jednym okularze ukazywał się dzieciom obraz człowieka, w innym przedmiotu. Dzieci pytane potem co widziały odpowiadały różnie. Dziewczynki widziały więcej osób, chłopcy więcej przedmiotów. Znajdujemy w tych wszystkich eksperymentach badawczych eleganckie potwierdzenie empiryczne tezy, że nadmierna (w porównaniu do mężczyzn) uczuciowość kobiet i ich większe zorientowanie na zagadnienie stosunków międzyludzkich jest im dane genetycznie, podobnie jak u dzisiejszych małych chłopców odruch lepszego niż u dziewczynek rozpoznawania zwierząt po odgłosach został im wkodowany w geny prawdopodobnie w wyniku wykształtowania się i wielopokoleniowego utrwalania się tego typu umiejętności łowieckich u ich męskich przodków (spostrzeżenie za Moir, Jessel, jak wyżej, dz. cyt., str. 88). Stąd w takim razie powstaje pytanie, które być może nurtuje wielu mężczyzn jacy są już zbyt zmęczeni ciągłą potrzebą adorowania swej partnerki i nieustannego okazywania jej uczuć:
Czemu kobiety są o wiele bardziej zorientowane na świat uczuć i emocji niż mężczyźni?
Sprawa ta jest również bardzo ciekawa i wymaga osobnej uwagi, jeśli nie nawet osobnego opracowania (być może po uzyskaniu większej ilości danych naukowych uda mi się z czasem rozszerzyć to zagadnienie na łamach niniejszego serwisu, dzięki uprzejmości jego Właścicielki). Pozostańmy na razie przy kwestiach podstawowych. Ciekawych wyjaśnień w tej kwestii dostarczają socjobiologowie (por. choćby Buss, jak wyżej, str. 178 i 184). Otóż ich zdaniem kobiety musiały stać się kiedyś specjalistkami w dziedzinie relacji międzyludzkich i uczuć z racji utrwalenia sukcesu swego macierzyństwa. Kobieta musiała bardziej niż mężczyzna zorientować się w kwestii uczuć swego partnera wobec siebie. Wynikało to z faktu, że było trudniej jej przetrwać w brutalnej rzeczywistości praczasu, skoro była słabsza fizycznie, a poza tym w razie zajścia w ciążę potrzebowała męskiej opieki o wiele bardziej niż przedtem. Potrzebowała więc męskiej opieki i uzależnienia się od jakiegoś jednego i konkretnego mężczyzny bardziej, niż on sam potrzebował uzależnienia się od jakiejś jednej i konkretnej kobiety. Rzecz jasna, pozyskanie wysiłków mężczyzny na rzecz jej przetrwania nie mogło przyjść kobiecie łatwo, skoro był to czas brutalnych warunków egzystencji a na dodatek wszędzie wkoło były inne kobiety również szukające męskiego wsparcia w trudnej rzeczywistości przetrwania. Kobiety musiały więc rozwiązać nie lada trudny dylemat, tzn., co tu zrobić aby mężczyzna nie tylko mnie zapłodnił, ale i został przy mnie? Okropnie trudne zadanie. Mężczyzna bowiem po pozostawieniu swego nasienia w pochwie kobiety mógł uznać, że osiągnął już to co chciał i mógł zacząć szukać innej partnerki (promiskuityzm). Takiemu jego zachowaniu w tej sytuacji sprzyjała dodatkowo prześladująca go po dziś dzień przykra dla obu stron związków skłonność znana wśród seksuologów jako efekt Coolidge’a (tzn. szybkiego spadku męskiego libido i seksualnej satysfakcji ze stosunków płciowych uprawianych z jedną tylko partnerką). Wobec tego oczywiste się staje to, że kobiety nie tylko musiały wypracować wobec poligamicznych z natury (bardziej niż kobiety) mężczyzn jakąś taktykę w celu zrealizowania bardzo trudnego zadania utrzymania ich przy sobie na dłużej. Skąd jednak miało być kobiecie wiadomo, który z zapładniających ją mężczyzn zostanie przy niej potem na dłużej? Mogło to stać się wiadome kobiecie z różnych powodów. Nie wnikając tu zbytnio w taktyki jakich kobiety używają aby sprawdzić owo zaangażowanie uczuciowe mężczyzn, faktem pozostaje, że owo „mierzenie” przez nie zaangażowania uczuciowego mężczyzn stało się ich specjalnością już w praczasie. To proste. Tamte dawne kobiety praczasu, które wystarczająco mocno interesowały się stopniem uczuciowości mężczyzn, mogły z czasem trafnie określić, który z mężczyzn poświęci im się na dłużej uczuciowo, i tym samym zapewni opiekę im i potomstwu. W taki oto sposób tamte kobiety stały się specjalistkami w dziedzinie uczuć. Kobiety współczesne, nadmiernie dziś według samych mężczyzn interesujące się spektrum męskich uczuć robią jak widać dokładnie tak samo jak ich poprzedniczki i robią tak głownie dlatego, że są legatkami świata emocjonalnego tamtych kobiet. Owa skłonność do próby uzyskiwania cennych dla nich informacji, czyli do nadmiernego zainteresowania się uczuciami mężczyzn została naszym współczesnym kobietom przekazana do psychiki jako mechanizm adaptacyjny umożliwiający przetrwanie. Profesor Wojciszke pisze:
„Przynajmniej w odniesieniu do kobiet, bardziej uzależnionych od mężczyzn z uwagi na obciążenie funkcjami biologicznymi, utrzymanie stałego związku prawdopodobnie podnosiło (w ewolucyjnej przeszłości naszego gatunku) szansę wydania i wychowania potomstwa, a więc rozpropagowania własnych genów w następnych pokoleniach. Geny tych kobiet, które potrafiły utrzymać się w bliskim związku z mężczyzną, przetrwały i rozpowszechniły się (i my je mamy w naszym garniturze genetycznym), geny tych kobiet, które nie potrafiły, nie rozpowszechniły się (i my ich nie mamy)” (Wojciszke, jak wyżej, dz. cyt., str. 213).
W tym momencie, panowie powinni łaskawszym i życzliwszym okiem spojrzeć na męczącą dla nich z reguły (o tym niżej) zbyt silną skłonność ich kobiet do koncentrowania na zagadnieniu uczuć w związku. Owa skłonność kobiet jest mechanizmem jaki odziedziczyły one w genach po swych przodkiniach na zasadzie odruchu samozachowawczego. Skłonność ta umożliwiała ich przodkiniom przetrwanie, ponieważ dzięki jej występowaniu można było zorientować się odnośnie tego co mężczyzna czuje do kobiety, a tym samym czy mężczyzna ten zechce zostać przy kobiecie na stałe w trudnych warunkach przetrwania.
Ów mechanizm wyraża się w praktyce. Kobiety bardziej dbają o zaangażowanie uczuciowe mężczyzn niż na odwrót, będąc jednocześnie bardziej zazdrosnymi o poświęcanie przez ich partnera uwagi innej kobiecie. Nawet zdrada mężczyzny jest przez kobiety inaczej traktowana, tzn. z większym pobłażaniem, gdy nie dotyczy sfery uczuć, a jedynie sfery seksualnej. Wskazują na to jednoznacznie zbieżne badania, zarówno te wykonane przez Teismana i Moshera (1978, por. Wojciszke, dz. cyt., str. 140) jak i te z badań wykonane przez Bussa (jak wyżej, dz. cyt., str. 156, por. 200). Buss zapytał liczbę 511 studentów i studentek o to co byłoby dla nich bardziej naganne – zdrada cielesna, czy uczuciowa. Aż 83 % kobiet odpowiedziało, że zdrada uczuciowa byłaby najgorsza, a zaledwie 40 % mężczyzn miało obiekcje wobec zdrady uczuciowej swych kobiet, piętnując ją na pierwszym miejscu. W przypadku mężczyzn jest więc inaczej, skoro już sam fakt zdrady seksualnej uważają za niedopuszczalny, mniej przejmując się natomiast zdradą uczuciową partnerki. Potwierdziły to badania Gottschalka z 1936 roku, w których aż 80 % mężczyzn bardziej przejmowało się ewentualnością zdrady seksualnej w przypadku swej partnerki, niż ewentualnością zdrady uczuciowej. Dla kobiet natomiast jak widzieliśmy nie tyle zdrada cielesna jest naganna, co przede wszystkim zdrada uczuciowa. To po raz kolejny wskazuje na istniejący w kobiecym umyśle priorytet uczuć. Należy unikać pretensji do kobiet o takie zachowanie, a nawet jeśli owo zachowanie jest dla mężczyzn irytujące, to należy przynajmniej pamiętać, że bierze się ono u kobiet nie tak po prostu znikąd, ale pochodzi ono z konkretnych i uzasadnionych powodów. Mechanizm ten powstał na drodze ewolucji, jest więc jakby wbudowany w zakres wyposażenia kobiecej psychiki, będąc jakby elementem „oprogramowania” kobiecego umysłu. Jako silnie występująca cecha instynktu samozachowawczego mechanizm ten może nie być uświadamiany przez współczesne kobiety co do powodów jego występowania, podobnie jak u kota instynktowny mechanizm samozachowawczy przestrzegający go przed konsumpcją ogona myszy (kot nigdy nie zje ogona myszy) nie musi informować go, że ogon myszy jest śmiertelnym niebezpieczeństwem ponieważ zawiera trującą strychninę. „Wbudowany” przez ewolucję w psychikę naszych współczesnych kobiet mechanizm nadmiernego zorientowania się na uczucia, daje o sobie silnie znać w praktyce. Zacytujmy w tym momencie jednego z wcześniej już cytowanych badaczy:
„Dla mężczyzn bardziej dotkliwe stają się natomiast wymagania partnerek, by obdarzać je uwagą i uczuciami. Wśród nowożeńców 22% mężczyzn skarży się, że żona wymaga od nich za wiele czasu (16% - że wymaga za wiele uwagi), po czterech latach małżeństwa skarży się na to już 36% mężczyzn (29% - że wymaga za wiele uwagi)” (D Buss, jak wyżej, dz. cyt., str. 222).
Potwierdzeniem okoliczności, że dla kobiet sprawa uczuć ma znaczenie priorytetowe jest też fakt, że aż 71 % mężczyzn przyznaje się w pewnych badaniach do tego (Buss, dz. cyt.,, str. 183), że najlepiej udaje im się uwodzić kobiety właśnie wtedy gdy odgrywają przed nimi swe głębokie zaangażowanie uczuciowe. Do takich samych zabiegów, wedle tego samego badania, przyznaje się jedynie 39% kobiet. To wskazanie praktyczne, które również jest dla nas silną przesłanką za tym, że kwestia uczuciowości ma dla kobiet o wiele bardziej priorytetowe znaczenie niż dla mężczyzn. Inną taką wskazówką praktyczną przemawiającą za tym iż kwestia uczuciowości ma dla kobiet priorytetowe znaczenie, jest sygnalizowany przez badaczy fakt, iż dla kobiety seks bez miłości jest niesatysfakcjonujący, bowiem kobieta nie widzi już nic pociągającego tam gdzie nie ma relacji osobowej zorientowanej na uczucia (por. Moir, Jessel, dz. cyt., str. 149, 151, 190). Jak wykazują badania (Moir, Jessel, dz. cyt., str. 190) jest również wręcz niemożliwe aby kobieta szczęśliwa w swym związku małżeńskim miała pozamałżeński romans, podczas gdy w przypadku mężczyzn reguła ta już praktycznie nie działa. Moir i Jessel wskazują też (tamże, str. 155) na pewne bardzo ciekawe badanie B. I. Murstein, z którego wynika, że proporcja kobiet przeżywających orgazm w małżeństwie wzrasta o 560 %. Ten sam badacz wykazał, że mężczyźni prawie zawsze czerpią jednakową przyjemność z seksu (w skali od 1 do 5, wypadało zawsze powyżej 4), niezależnie od tego czy jest on uprawiany z ukochaną, z przyjaciółką, czy po prostu jedynie ze znajomą (tak samo Buss, por. Buss, jak wyżej, dz. cyt., str. 27). Inaczej już było w przypadku kobiet. W zależności od skali więzi z partnerem oceniały one seks jako satysfakcjonujący w rozrzucie od 1 do 5, przy czym seks tylko ze znajomym określiły jako zupełnie nie satysfakcjonujący. Fakt ten świetnie harmonizuje z wyżej już przytaczanymi wyjaśnieniami socjobiologów. Pramatki naszych współczesnych kobiet mogły uprawiać satysfakcjonujący psychicznie seks tylko z tymi mężczyznami wobec których odczuwały odwzajemnianą więź emocjonalną. Tylko tacy mężczyźni którzy coś do kobiet czuli, mogli bowiem zagwarantować że zostaną przy tych kobietach na stałe. Kobiety te mogły więc pozwolić się tym mężczyznom zapładniać, oferując też i potem stały dostęp do swych dóbr seksualnych skoro wiedziały, że to właśnie ci mężczyźni będą im wierni i zostaną przy nich i przy ich potomstwie. Takie upodobanie naszych pramatek do uprawiania seksu wyłącznie z mężczyznami wobec których one coś odczuwały, zostało przekazane w genach naszym współczesnym kobietom ze względu na oczywiste korzyści adaptacyjne. Te z kobiet, które w praczasie oferowały seks mężczyznom nie zaangażowanym w nie uczuciowo, nawet jeśli doczekały się potomstwa, to z racji tego, że jednak nie dbały o zatrzymanie przy sobie ojców swego potomstwa miały utrudnione przetrwanie (czy nawet uniemożliwione, ze względu na surowe warunki bytowania w tamtym czasie). Geny tamtych nieostrożnych kobiet nie przetrwały więc a wraz z nimi nie przetrwała w psychice współczesnych kobiet skłonność do czerpania satysfakcji psychicznej z seksu z mężczyznami nie zaangażowanymi w kobietę uczuciowo. Nic dziwnego więc, że współczesne kobiety prawie wyłącznie preferują seks z mężczyznami jakich darzą uczuciem, a przede wszystkim z takimi, jacy je darzą uczuciem. Potwierdzenie tej teorii, w której kobiety chcą się upewnić w uczuciach drugiej strony właśnie ze względu na zapewnienie przez tą stronę bezpiecznego bytu przyszłej matce, odnajdujemy także w świecie zwierząt. Np. samice pawianów zamieszkujących sawanny poszukują do trwałego związku stałych i silnych partnerów jacy mogliby zapewnić im ochronę (por. Buss, jak wyżej, dz. cyt., str. 23). Podobnie jest wśród innych gatunków, wśród których też samice oczekują od samców wniesienia pewnego wkładu i opieki. Badanie Collias i Collias z 1970 roku przeprowadzone nad pewnym gatunkiem wikłaczy wykazało, że samiczki wikłaczy preferują samców z solidnie zbudowanymi gniazdami, jakie zapewnią gwarancje przetrwania potomstwa. Te wikłacze, które budują gniazda słabej jakości są ignorowane przez samiczki jakie znalazły partnera z lepiej zbudowanym gniazdem. Samica obciążona biologicznym brzemieniem rodzicielstwa nosi w sobie biologiczne wymaganie opieki ze strony swego partnera, niezależnie od tego czy jest samicą pawiana, czy samiczką wikłacza. Wśród ludzi preferencje te wydają się również biologiczne i uniezależnione od kontekstu sytuacyjnego. Np. zamieszkujące w zachodniej Afryce kobiety z plemienia Bakweri żyjące w Kamerunie z powodu nietypowej sytuacji ekonomicznej stały się posiadaczami większego niż mężczyźni dostępu do zasobów ekonomicznych. Mimo iż same są zamożne, to nadal jednak wymagają one od mężczyzn zabezpieczenia finansowego, a brak takiego wsparcia jest podawany jako najczęstsza przyczyna rozwodu w tej społeczności (za Buss, jak wyżej, dz. cyt., str. 65). Skłonność kobiet do zdania się na mężczyznę w kwestii jakkolwiek rozumianego wsparcia jest więc poza kulturowa i gdy już występuje to należy ją traktować jako biologiczny odruch związany z kobiecym obowiązkiem macierzyństwa i opieki jakiej z tego powodu od mężczyzny wymaga. Gdyby historia ewolucji naszego gatunku nie związała kobiety tak silnie z macierzyństwem, byłoby pewnie inaczej. Kobiety mogłyby wtedy nie zabiegać tak silnie o męskie zaangażowanie. Tak jest w przypadku ryb, gdzie obowiązek ojcostwa spada nie na samiczkę a na samca. Tam samiczka nie jest związana tak silnie z macierzyństwem, skoro składa w wodzie swe jaja i dalej nie jest już zainteresowana zaangażowaniem samca, skoro odchodzi. Tam bardziej od wysiłków samca zależy, czy to akurat jego potomstwo się zrodzi i odchowa w wyniku jego zapłodnienia (za Richard Dawkins, Samolubny gen, Warszawa 1996, str. 221-222).
A jaka jest główna cecha męskiej psychiki?
Najpierw cytat z powyższej książki profesora Wojciszke, gdzie na zasadzie ujawnienia kontrastu umysłowych cech męskich względem cech kobiecych dobrze zilustrował on to na co głownie jest zorientowana męska psychika. Pisze on na temat kwestii zwierzeń między ludzkich, że „mężczyźni nie zawsze rozumieją ten >>zwierzeniowy potencjał<< emocji, zapewne dlatego, że między sobą częściej rozmawiają o faktach i przedmiotach (czy ideach) niż o ludziach i ich uczuciach. Kobiety, tradycyjnie bardziej zainteresowane ludzkimi uczuciami niż przedmiotami, zdają się nie mieć kłopotów ze zrozumieniem tego faktu, i to one domagają się rozmów o uczuciach” (Wojciszke, jak wyżej, str. 66). Jak zatem widać, główna cecha męskiej psychiki jest inna niż główna cecha psychiki kobiecej. To co interesuje mężczyzn to nie głównie uczucia, jak to było w przypadku kobiet, ale idee, fakty, konkrety, przedmioty. Aby dobrze zilustrować tę okoliczność wystarczy przywołać tu choćby taki przykład, zauważmy mianowicie, że u nikogo nie wywoła zdziwienia mężczyzna ciągle grzebiący w silniku swego samochodu, natomiast wykonująca regularnie taką samą czynność kobieta jest zjawiskiem tak rzadkim, że prawie niespotykanym, a nawet jeśli takie kobiety zdarzają się, to od razu wywołują nadmierne zainteresowanie i co najmniej zdziwienie, będąc na pewno niecodziennym zjawiskiem. Reasumując, implikacje tej całej sytuacji wynikającej z porównania psychik obu płci, są doniosłe. Główne cele psychiki mężczyzn są inne niż główne cele psychiki kobiet. Celem numer jeden dla kobiet jest kwestia zaangażowania uczuciowego w związku, co jednak nie musi być w takim samym stopniu głównym celem mężczyzn, zorientowanych zamiast na uczucia raczej na fakty, idee, konkrety, przedmioty wizualne. Nie trudno się w tym miejscu domyślić, że na tle tych różnic będą powstawać konflikty między stronami (i powstają). Każdy związek jest więc jakby kierowanie samochodem z dwoma kierownicami i dwoma kierowcami. Każdy z kierowców chce kręcić swą kierownicą w trochę inną stronę i stąd nie łatwo prowadzić ten wehikuł, nie łatwo też nim dojechać do celu. To nieuchronnie musi prowadzić do prób umiejętnego budowania kompromisu a cena za to jest wysoka - związek. Ale to już nie jest tematem niniejszej rozprawki.
Zagadka męskiej powściągliwości w dziedzinie uczuć ma konkretne przyczyny
Tak, przejdźmy wreszcie do meritum niniejszego elaboratu: owa słynna męska powściągliwość w dziedzinie wyrażania uczuć ma swe konkretne powody. Jest tych powodów kilka i – co najbardziej zaskakujące moim zdaniem – tkwią one wszystkie w zupełnie różnych miejscach, zarówno w budowie męskiego mózgu, jak i też w konkretnych sytuacjach adaptacyjnych, tzn. w przeszłości jaka ukształtowała świat psychiki naszego gatunku tak, aby było nam łatwiej przetrwać. Zacznijmy od omówienia tych ostatnich powodów.
Powody adaptacyjne
Nasza psychika nie jest białą czystą kartką. O ile zagadnienie funkcjonowania fenotypu od dawna jest już bezspornie uznaną wśród behawiorystów i psychologów prawdą (mówiąc prościej: nikt nie spiera się z tym, że kultura i środowisko też mają wpływ na kształtowanie się naszej psychiki), to faktem jest też to, że w momencie urodzenia nasze mózgi otrzymują swego rodzaju wyposażenie, nazwijmy to „psychicznym oprogramowaniem”. Najlepszym obrazowym wyjaśnieniem jaki słyszałem odnośnie tego zagadnienia jest analogia zaczerpnięta z nauk ewolucyjnych. Popatrzmy mianowicie na budowę organizmów żywych. Przykładowo, tak jak rybom wykształciły się w toku ewolucji płetwy, ponieważ ułatwiały im przetrwanie, tak samo i nam ludziom wykształciły i utrwaliły się w umyśle
pewne mimowolne odruchy, jakich zadziałanie i nasze obligatoryjne reakcje względem nich w odpowiedniej chwili umożliwiało nam przetrwanie i reprodukcyjne przystosowanie się. I teraz najciekawsze - socjobiologowie jak i psychologowie są zgodni co do tego, że odruchy takie istnieją w naszej psychice także w zakresie naszych zachowań matrymonialnych. Zachowania te często nie są przez naszą psychikę uświadamiane, jednakże istnieją i mają się dobrze, czego dowód znajdujemy choćby w niezrozumiałym (często nawet dla samych mężczyzn) ukrywaniu przez męską część populacji uczuć przed kobietami. Nie oznacza to rzecz jasna swego rodzaju determinizmu (częsty zarzut wobec psychologii ewolucyjnej) zachowań, skoro zdarzają się rzecz jasna mężczyźni wylewni uczuciowo (nie są oni najczęściej szanowani, nawet przez kobiety). Jednakże regułą jest raczej mężczyzna nadmiernie skrywający przed kobietami (i nie tylko) swe uczucia, czego wyraz mieliśmy w wyżej cytowanych bolesnych statystykach i czego wyraz mamy także w istnieniu wśród kobiet obiegowych frustracji na ten temat (prawdy te nie wzięły się przecież znikąd). Nie wdając się w szczegółowe rozważanie tej kwestii przejdźmy wreszcie do ujawnienia powodów dla jakich mężczyźni ukrywają swe uczucia. Wydaję się, że satysfakcjonującą odpowiedź na te pytanie dają znów socjobiolodzy. W celu wyjaśnienia tego problemu po raz kolejny sięgają oni do odległej przeszłości naszego gatunku, dając wiele przekonujących argumentów za tym, że takie zachowanie mężczyzn było przystosowawcze. Owo zachowanie utrwaliło się w psychice męskiej populacji na zasadzie mimowolnego odruchu, który z racji tego, że był przystosowawczy wkodował się jakby w mózgi mężczyzn. Stąd powielają oni dziś takie odziedziczone po swych męskich przodkach zachowanie z racji tego, że zostało ono im przekazane w genach. A dlaczego socjobiologowie uważają, że mechanizm ów był przystosowawczy? Jeden z czołowych w dzisiejszym świecie psychologów ewolucyjnych wyjaśnia naszą pasjonującą zagadkę (irytującą zwłaszcza tak wiele kobiet) męskiej powściągliwości w dziedzinie wyrażania uczuć w taki oto sposób:
„Aby odpowiedzieć na to pytanie w kategoriach psychologii ewolucjonistycznej, przypomnieć należy, że obie płcie różnią się stopniem podzielności swoich zasobów reprodukcyjnych. Kobieta może w ciągu roku zajść w ciążę z jednym tylko mężczyzną, a ten może w tym samym czasie utrzymywać >>reprodukcyjnie owocne<< kontakty z dwiema lub więcej kobietami. Wskazuje to, że jedną z przyczyn mniejszej skłonności mężczyzn do wyrażania uczuć może być tendencja do minimalizacji zaangażowania zasobów w swoją partnerkę po to, by móc je zainwestować też gdzie indziej (we własną karierę lub inne kobiety). Poza tym emocje zdradzają stopień rzeczywistego zaangażowania, który mężczyźni starają się przed kobietami ukryć, by wynegocjować z nimi korzystniejszy dla siebie układ. Podobnie gracze w pokera starają się ukryć przed sobą nawzajem własne uczucia przez zachowywanie kamiennej twarzy, a tureccy sprzedawcy dywanów noszą ciemne okulary, by utrudnić klientom ocenę stopnia własnego zainteresowania transakcją. Ponieważ kobiety oczywiście starają się zorientować właśnie w stopniu zaangażowania partnerów, ukrywanie uczuć przez mężczyzn jest dla nich bardzo frustrujące” (Buss, jak wyżej, dz. cyt., str. 178).
Jak z tego wynika, ukrywanie przez mężczyzn uczuć wobec kobiet ma więc głównie (choć nie tylko) motywy reprodukcyjne. Być może wyjaśnienie takie rzuca na mężczyzn zbyt duży odcień podejrzenia ich o skłonności do promiskuityzmu, i w ogóle wydaje się nieco prymitywne, bezuczuciowe, beznamiętne, ale ta teza socjobiologów (dziś już prawie powszechnie zresztą akceptowana wśród innych antropologów i psychologów) jest praktycznie nie do odparcia w tym miejscu. Aby dodać temu nieco obiektywizmu zaznaczę może, że piszę to jako mężczyzna, i tym samym powyższe wyjaśnienie przypisujące mej męskiej naturze niejako zbyt dużą skłonność do promiskuityzmu także i mnie samego stawia przecież w niezbyt dobrym świetle. Nauka nie zajmuje się jednak hołdowaniem moralności czasów wiktoriańskich, ani o dobre samopoczucie badacza, tylko o obiektywnie ustalone fakty, więc i ja pokornie poddam się jej spostrzeżeniom. Zagadka jest już więc prawie rozwiązana. W dodatku takie jej rozwiązanie wydaje się mieć silne potwierdzenie w faktach. Fakt ten to wskaźniki wykazujące silniejszą niż u kobiet skłonność mężczyzn do promiskuityzmu (wskaźniki te przytoczę w tekście o przyczynach męskiej obsesji na temat seksu, jaki to tekst z czasem również będzie opublikowany na stronach niniejszego serwisu dzięki uprzejmości jego Właścicielki). Otóż zauważmy, że proces propagacji męskiego genotypu przebiega o wiele łatwiej niż taki sam proces propagacji genotypu z punktu widzenia kobiety. Kobieta musi ponieść znacznie większe koszty z tytułu propagacji swego genotypu, niż mężczyzna. Zauważmy, że mężczyzna może zapłodnić w bardzo krótkim okresie czasu wiele kobiet, propagacja jego genów przebiega więc szybciej, sprawniej i efektywniej. Wymaga niewielkiego nakładu czasu, inwestycji i wysiłku. Natomiast „wydajność” kobiety w tej materii jest już o wiele mniejsza. Nie dość, że musi ona ponieść ogromne czasochłonne i energochłonne koszty z tytułu donoszenia płodu, urodzenia dziecka, to na nią spada także obowiązek opiekowania się nim po jego urodzeniu (karmienie, opieka, itd.). Stąd jak widać, mężczyźnie do tego wszystkiego nie bardzo są potrzebne uczucia (ani tym bardziej mówienie o nich) za jakimi idzie zaangażowanie, skoro z punktu widzenia jego biologii kobiety są mu „potrzebne” zaledwie na chwilę, aby zrealizować swój cel reprodukcyjny. Stad bierze się jakby jego powściągliwość w dziedzinie uczuć. Ale – jak nadmieniłem wyżej – istnieją też zupełnie inne powody dla jakich mężczyźni niechętnie mówią o uczuciach. Tym razem powody tkwią nie w mechanizmach adaptacyjnych, ale w samej budowie męskiego mózgu. Popatrzmy co mają na ten temat do powiedzenia uczeni
„Mężczyzna trzyma emocje tam, gdzie ich miejsce – a miejsce to znajduje się w prawej półkuli – podczas gdy zdolność wyrażania ich w mowie znajduje się po drugiej stronie. Ponieważ obie półkule połączone są mniejszą liczbą włókien nerwowych niż u kobiety, przepływ informacji między nimi jest bardziej ograniczony. A więc mężczyźnie trudniej wyrazić uczucia, bo informacje przepływają u niego do werbalnej, lewej półkuli z większym oporem” (Moir, Jessel, jak wyżej, dz. cyt., str. 69).
To o czym tu czytamy wyraźnie koresponduje z innym badaniem jakie wykonała Shere Hite badając ankietowo aż 4500 kobiet. Spośród badanych kobiet aż 98 % z nich najbardziej cierpi z powodu właśnie braku werbalnej bliskości z partnerem (za Moir, Jessel, dz. cyt., str. 180). Nic dodać, nic ująć. Męska strategia duszenia w sobie uczuć jest nie tylko dla niego korzystna w sensie utylitarnym, ale dodatkowo budowa męskiego mózgu nie pomaga a wręcz przeszkadza mu w wyrażaniu uczuć. Być może uświadomienie tej prawdy przez kobiety, pozwoli spojrzeć nieco bardziej wyrozumiałym okiem na męskie zachowania pod tym względem.
Paradoks męskiej uczuciowości
A jednak błędem byłoby po tym wszystkim wyciąganie wniosku, że mężczyźni są mniej uczuciowi od kobiet. Większe zorientowanie się kobiet na świat uczuć i stosunków międzyludzkich nie powoduje jeszcze, że mężczyźni są zimnymi, bezuczuciowymi cyborgami realizującymi jedynie swe strategie podboju. Mężczyźni również czują, czują jednak inaczej, mniej otwarcie, mniej uchwytne i konkretne jest bowiem dla nich to co czują. Potrzebują jednak równie silnie jak kobiety coś odczuwać. Homo sapiens wciąż „choruje” na ciągłą potrzebę odczuwania, nawet wtedy – jak udowodnili ostatnio behawioryści – gdy owo odczuwanie ma być negatywne. Istnieje pewien paradoks męskiej uczuciowości. Z jednej strony mężczyzna nie jest zorientowany na świat uczuć, unika go jak może, woli zajmować się faktem, konkretem, kształtem. Z drugiej jednak strony, męska uczuciowość daje o sobie znać bardzo silnie w konkretnych statystykach. Nie jest tajemnicą, że w Polsce i w USA liczba mężczyzn popełniających samobójstwo z powodu nieszczęśliwej miłości jest ok. 4 - krotnie wyższa, niż liczba kobiet popełniających samobójstwo z tego samego powodu. Również sam proces odkochiwania się następuje u mężczyzn wolniej niż u kobiet, ponadto kobiety częściej zrywają związki przedmałżeńskie, na co wskazują zgodnie badacze (por. choćby Wojciszke, jak wyżej, dz. cyt., str. 60; też Moir, Jessel, dz. cyt., str. 156). Badanie Kanina z 1970 roku wykazało też, że kobiety zakochują się z reguły później niż mężczyźni. Męska uczuciowość więc istnieje i ma się dobrze, choć jest ona mniej wyrazista niż w przypadku kobiet. Mężczyzna nawet gdy kocha głęboko, to potrafi sobie to zaszufladkować, sprawić, że oprócz tego chce on robić i odczuwać jeszcze inne rzeczy (kariera, pasje, zainteresowania) stąd kobiety maja wrażenie, że nic on nie czuje, lub nie poświęca się uczuciu do nich bez reszty. U kobiet nie ma rozgraniczenia, nie ma wątpliwości, że są one bardziej owładnięte przez uczucia, zatracają się wręcz w nich, w momencie gdy już ich w pełni doświadczają. Ale miało być o paradoksie. Na czym on polega? Zauważmy, że kiedy się weźmie pod uwagę okoliczność zgodnie z którą mężczyzna ponosi mniejsze koszty swoich inwestycji reprodukcyjnych niż kobieta, to przestaje być w tym momencie zrozumiałe, czemu i on może być zniewolony przez uczucie skłaniające go do trwałego zaangażowania? Dziwi w tym momencie na drodze jakich wydarzeń w przeszłości naszego gatunku mogła by się wyłonić taka skłonność u mężczyzn. Skoro z punktu widzenia biologii podatna na promiskuityzm natura mężczyzn powinna się zgodnie z przewidywaniami zadowalać jedynie krótkotrwałą formą kontaktów z kobietami, to niezrozumiałe staje się więc na drodze czego wykształciła się w mężczyznach zdolność do trwałego (powiedzmy) zaangażowania uczuciowego w kobiety. Ten paradoks jeden z cytowanych już wcześniej badaczy relacji matrymonialnych dostrzegł w ten oto sposób:
„Choć szybsze zakochiwanie się mężczyzn niż kobiet jest zgodne z myśleniem w kategoriach socjobiologicznych, wolniejsze odkochiwanie się mężczyzn jest z nim oczywiście sprzeczne. Strategia sukcesu reprodukcyjnego a la plejstocen nakazywałaby bowiem mężczyznom możliwie szybkie odkochiwanie się i zakochiwanie się w kolejnej wybrance celem dalszej propagacji genów” (Wojciszke, jak wyżej, dz. cyt., str. 61).
Właśnie! To istny paradoks. Z jednej strony słynne dane raportu Kinseya i fakt istnienia efektu Coolidge’a wyraźnie wskazują na dużą biologicznie uwarunkowaną skłonność mężczyzn do poligamii i promiskuityzmu, oraz niewierności jednej tylko partnerce. Z drugiej strony sposób w jaki mężczyzna przeżywa uczucia odbiera mu jakby możliwość realizacji tych skłonności. Można próbować to wyjaśnić na drodze hipotezy o nakładaniu się zaprogramowaych strategii działania z różnego okresu, które to strategie tworzyły by pewną wypadkową złożoną ze sprzecznych tendencji. Najwidoczniej w okrytej dziś mrokiem przeszłości naszego gatunku istniała silna tendencja kobiet do temperowania promiskuitycznych zapędów mężczyzn, skoro w męskiej psychice wykształcił się odruch uczuciowy nakierowany na „tą jedyną” kobietę ich życia. Słynny biolog i ewolucjonista Richard Dawkins analizując zachowania samic ptaków zmuszających swym zachowaniem samców do wierności dostarcza hipotetycznej przesłanki za tym, iż być może podobne presje ewolucyjne działały na zachowania ludzi. Dawkins nazywa to strategią rodzinnej harmonii (por. R. Dawkins, jak wyżej, dz. cyt., str. 212 n). Najprościej mówiąc polega to na tym, że samice utrudniają samcom dostęp do swego ciała, wymagając od nich wpierw wniesienia pewnych nakładów do „związku” (np. wykazania się wytrwałością w zalotach, czy zbudowania gniazda). Samiec, który zostanie dopuszczony do kopulacji musi więc się wpierw nieźle wysilić. Kiedy już dostanie co chciał mógłby odejść i propagować swój genotyp dalej, ale sama świadomość, że czeka go równie długi i kosztujący wiele wysiłku okres zalotów wobec innej partnerki zniechęca go i woli on uniknąć tego, korzystając w tym czasie bez większych wysiłków z dobrodziejstw pożycia z dotychczasową partnerką. Angażuje się więc w nią nadal, traktując ją jako wielkie dobrodziejstwo, którego zdobycie wymagało nie lada wysiłku. Podobny proces mógł wystąpić u ludzi. Wyobraźmy sobie odległych ludzi żyjących pośród sawann i pieczar, których psychika i odruchy kształtują się pośród takich właśnie trudnych warunków egzystencji. Mężczyźni pragną korzystać z dobrodziejstw seksu, jakie tamte kobiety mogły im zaoferować podobnie jak dziś. Kobiety wiedzą jednak, że nieostrożny seks z przypadkowym mężczyzną może je drogo kosztować, skoro urodzą z tego powodu potomstwo. Potomstwo to jeśli będzie miało wychowywać się bez ojca może przysporzyć wiele problemów, kto bowiem będzie polował i przynosił mu pożywienie, jeśli to mężczyźni są specjalistami od tego? Kto w tym czasie zaopiekuje się kobietą, będącą w wymagającej opieki trudnej sytuacji macierzyńskiej? Kobieta więc musiała zrobić coś, co zatrzymałoby mężczyznę na dłużej, na przykład kazać mu wnieść do związku dużą ilość pracy, nakładu i wysiłku (zbudowanie szałasu, długi okres zabiegania z jego strony, który ma przekonać kobietę, że mężczyźnie zależy i przy niej zostanie, itp.). Po dłuższym okresie zmagań mężczyzna dostaje w końcu „to co chciał”. Mógłby więc udać się na poszukiwanie innych partnerek, ale męczy go świadomość, ze będzie musiał o nie znów tak długo zabiegać i wnosić wiele wkładu w swe działania, nim zostanie dopuszczony do dobrodziejstw korzystania z seksu. Angażuje się więc uczuciowo w tę jedną jedyną którą już ma, i której zdobycie kosztowało go wiele wysiłku, traktując ją jak coś cennego. Być może właśnie tak u mężczyzn zrodził się ewolucyjny odruch uczucia przywiązania wobec jednej tylko kobiety. Również przeżywanie poczucia straty po kobiecie jaka odeszła jest w tym kontekście zrozumiałe (mężczyzna często myśli: nie znajdę już tak łatwo takiej drugiej). Kobiety były więc prawdopodobnie przez swe czyny autorkami wykształcenia się u mężczyzn skłonności do pewnej wierności. Skłonność mężczyzn do niewierności jest zaś wypadkową ich wcześniejszej poligamicznej natury i na tej drodze właśnie powstaje w mężczyznach odruch do ukrywania uczuć, gdy nieświadomie liczą, że drzemiące w nich zachowania wkodowane w czasach gdy promiskuityzm był łatwym chlebem, znów będą mogły znaleźć gdzieś swe ujście. To jest główny powód dla jakiego mężczyźni ukrywają często swe uczucia przed kobietami.
Podsumowanie/Zakończenie
Nieuważny Czytelnik mojego tekstu mógłby zarzucić mi, że popadłem w pewien paradoks, który polega na tym, że próbując wyjaśnić zagadnienie ukrywania przez mężczyzn uczuć, poświęciłem męskiej psychice o wiele mniej miejsca, niż psychice kobiet, którą analizowałem szczegółowiej niż męską psychikę. Ów nieuważny Czytelnik miałby rację, ale tylko w połowie: istotnie, poświęciłem więcej miejsca zagadnieniu budowy psychiki kobiecej. I tylko tyle w tym racji, ale nie więcej. Uważam bowiem, że przyczyna konfliktu na tle nieokazywania przez mężczyzn uczuć leży nie tyle w fakcie, że rzeczywiście nie okazują oni uczuć, ile przede wszystkim leży w fakcie, że kobiety mają zbyt wielkie jak na możliwości mężczyzn wymagania w tym zakresie. Stąd należało w niniejszym tekście analizować głównie psychikę kobiet, aby przynajmniej w zarysie ustalić ukryte motywy tak intensywnego domagania się okazywania uczuć od mężczyzn. Dopiero po tej analizie okazało się, że problem tkwi głównie w nierównomierności potrzeb obu stron. To właśnie nierównomierne zorientowanie się kobiet i mężczyzn na świat uczuć powoduje, że kobiety oskarżają mężczyzn o zbyt małą uczuciowość, natomiast mężczyźni mają do kobiet pretensję o to, że domagają się one zbyt wielkiej ilości uczuć. Powody występowania tego konfliktu są jednak psychologiczne, tkwiąc poza świadomością obojga płci, stąd trudno kogoś tu naprawdę winić. Można zgodzić się z tym, że zorientowanie się kobiet na uczucia jest nadmierne, ale jedynie z punktu widzenia optyki mężczyzn. Kobieca uczuciowość nie jest jak widzieliśmy niczym złym, skoro rozważy się jej intencje jakie są szlachetne. Panowie powinni sami siebie szczerze zapytać o to co niby złego może być w „nadmiernej” kobiecej uczuciowości, skoro nie jest ona nakierowana na nic złego i na nic innego jak tylko na satysfakcjonujące utrzymanie ewentualnego związku? Nic w tym złego. Mężczyźni powinni więc bardziej życzliwie spojrzeć na kobiece pragnienie orientowania się w męskich uczuciach. Z drugiej strony same kobiety powinny się starać również życzliwiej spojrzeć na męskie zachowania. Z punktu widzenia moralnego owe męskie pragnienia nie są już tak szlachetne jak kobiece pragnienia zorientowania się w męskich uczuciach, ale być może sam fakt, że mężczyźni nie zachowują się do końca świadomie ukrywając swe uczucia, wpłynie na łagodniejszą ocenę mężczyzn. Również omówiony przeze mnie fakt, że budowa męskiego mózgu utrudnia wyrażanie uczuć i powoduje, że mężczyzna czuje się w świecie uczuć zagubiony o wiele bardziej niż kobieta (która w świecie uczuć czuje się jak ryba w wodzie) mógłby być okolicznością łagodzącą dla mężczyzn. Zgłębianie tych wszystkich prawd przyczyni się być może do lepszego porozumienia płci, a tym samym, do bardziej owocnego budowania udanych związków. Autor niniejszego tekstu ma nadzieje, że to co napisał również w jakimś, choćby nawet minimalnym stopniu nakłoni do refleksji, jaka ułatwi pokonywanie trudności w związkach. Trudności wynikających z nierównego zorientowania się obu płci na kwestię uczuć.
Pinex
Napisz komentarz